W barku się mrozi

Bark jest skomplikowanym połączeniem kilku kości, dlatego mówiąc o nim wolę używać sformułowania kompleks stawu ramiennego. Na początku, być może nudne, ale bardzo istotne zagadnienia z dziedziny anatomii. Kostny skład kompleksu to głowa kości ramiennej, łopatka, obojczyk oraz powierzchnia żeber, po których łopatka powinna swobodnie się ślizgać. Oczywiście celowo upraszczam, bo jeżeli nałożę na to torebki stawowe, więzadła oraz strukturę mięśniowo-powięziową, że o innych tkankach miękkich nie wspomnę, to przestaniecie Państwo czytać ten artykuł. Jest bardzo dużo znanych jednostek chorobowych dotyczących problemów w tej części naszego organizmu. Bardzo ważna jest ocena diagnostyczna dysfunkcji, która wytyczy właściwą drogę leczenia. Skupię się dziś na nadużywanym terminie czyli „zamrożonym barku”. Jest to jednostka chorobowa, w której przebiegu dochodzi do zmian strukturalnych w obrębie torebki stawowej. W badaniach obrazowych stwierdza się również nieprawidłowości w ocenie ścięgien, kaletek, ale również nerwów czy naczyń krwionośnych. Zamrożony bark nie powstaje na skutek niskich temperatur, ale zwykle jest następstwem przebytych urazów, unieruchomienia i naprawdę mnóstwa innych czynników, nawet w przebiegu chorób ogólnoustrojowych. Występuje przede wszystkim ból, przez który ograniczamy coraz bardziej zakresy ruchu. Może on promieniować do całej ręki, ale również lokalizuje się często w okolicy przyczepów mięśni, np. na potylicy. Po kilku tygodniach nie rzadko nawet miesiącach zauważamy, że jest aż tak źle, że należy coś z tym zrobić. Zanim rozpocznie się właściwe leczenie, a wiodąca jest w tym przypadku fizjoterapia, zmiany strukturalne w kompleksie ramiennym są znaczne. Wskazana jest intensywna rehabilitacja, niestety najczęściej terapia jest bolesna. Spowodowane jest to próbą naprawy, przebudowy tkanek miękkich obręczy barkowej. Należy je uelastyczniać. Bardzo dobrym zadaniem do zastosowania w domu jest ćwiczenie Codmana czyli swobodny zwis ręki, w trakcie którego dochodzi do rozciągania torebki stawowej. Wizyty w gabinecie fizjo są konieczne, ale nie codzienne. Nie ma takiej terapii, która w dwa tygodnie poprawi ruchomość i „odmrozi bark”! Zwykle mówię swoim pacjentom, że terapia będzie trwać minimum trzy miesiące, ale po weryfikacji postępów czas dochodzenia do sprawności może być inny. Nawet przy zaangażowaniu chorego w proces leczenia, czas dochodzenia do pełnej sprawności, według dostępnych badań może wynosić nawet około półtora roku. Ćwiczenia można wykonywać w domu, ważna jest weryfikacja postępów oraz wdrażanie nowych, zalecanych aktywności. Ciekawostką dla Państwa może być fakt, że większość pacjentów z taką diagnozą jest u mnie na terapii z dysfunkcjami w lewym kompleksie ramiennym. Przyczyna jest prozaiczna, jesteśmy praworęczni i to prawej ręki używamy w większości podczas różnych aktywności dnia codziennego. Odpowiedź, co do leczenia, ale również profilaktyki jest prosta. Używajmy ramion w pełnych zakresach ruchu czyli np. przestawmy zgromadzoną mąkę, makaron i pojemnik z kawą na najwyższą półkę i codziennie, w ramach gimnastyki porannej sięgajmy wysoko. Profilaktyka jest bardzo ważna w całej medycynie, w tym przypadku również. Oprócz prewencji konieczne jest wdrożenie właściwego leczenia najszybciej jak jest to możliwe, czyli jak „zaboli” to polecam dobrą diagnostykę i wtedy dopiero właściwy dobór terapii.

 

Filozoficznie o fizjoterapii

Zielonymi ścieżkami zbliża się wiosna. Długo myślałem co Państwu przekazać na początku tej różnorodnej, dla wielu pięknej, pory roku. Mógłbym tradycyjnie przekonywać Was do aktywności, podziwiania przyrody, jazdy na rowerze. Tym razem chcę jednak poprowadzić Państwa nieco innymi ścieżkami. Nieco filozoficznie przedstawię swoje myślenie o fizjoterapii, uważam jednej z najciekawszych profesji. Fizjoterapeuta to zawód medyczny, już o tym pisałem. W czasie wieloletniej ciągłej edukacji musi poznawać różne ścieżki medycyny. Do prowadzenia skutecznej terapii po urazach, przy zdiagnozowanych chorobach zwyrodnieniowych, przeciążeniowych należy poznać wiele zagadnień z dziedziny ortopedii. Jeżeli chcemy wspomagać rozwój ruchowy dzieci niezbędne jest doszkalanie z pediatrii. Terapeuta chcący być biegły w usprawnianiu pacjentów po udarach interesuje się neurologią. Nie sposób jest prowadzić skutecznie leczenia fizjoterapeutycznego nie pogłębiając wiedzy w opisanych dziedzinach medycyny. To tylko część góry lodowej. No tak doszedłem do góry więc spróbujmy na nią wejść. Obiecywałem, że będzie filozoficznie. Leczenie, usprawnianie to jak ...wchodzenie na górę. Już tłumaczę. Wspinając się mamy możliwość wyboru ścieżki, jedni idą krętą, długą drogą, inni wybierają trakt na skróty, rzadko używany przez innych. Znamy również śmiałków pokonujących najwyższe szczyty podczas zimowych wypraw. Fizjoterapeuta lecząc ma możliwość wyboru takiej drogi, która będzie skuteczna. Uwaga skuteczna nie zawsze niestety znaczy najprostsza. Po drodze mamy wiele przeszkód, są to między innymi przeciwwskazania, choroby towarzyszące. Jeden z kierunków edukacji w medycynie to diagnostyka różnicowa. W uproszczeniu to znalezienie tego właściwego procesu chorobowego oraz umiejętność znalezienia rozwiązania problemu. To rozwiązanie problemu to właśnie znalezienie odpowiedniej, często krętej drogi na szczyt wzniesienia czyli wyleczenie pacjenta. Oczywiście wyleczenie to czasami doprowadzenie do możliwie największej sprawności, samodzielności jaka w danej jednostce jest możliwa. Terapeuta poszukuje sobie najwygodniejszych sposobów prowadzenia terapii, jest to według mnie skuteczna droga niesienia pomocy pacjentom. Wspominałem, że wspinanie na szczyt to pokonywanie trudności, łatwiej pokonywać trudności, czytaj leczyć, znając różne drogi. Jeżeli znajdziecie fizjoterapeutę, który ma koncepcję, pomysł jak zabrać się za leczenie to pakujmy plecaki i w drogę ...na szczyt. Wielka pomoc dla terapeuty to zaangażowanie pacjenta w proces leczenia. Mam to szczęści, że w gabinecie spotykam Was, zdeterminowanych aby sobie pomóc. Pomożecie sobie tylko pozwólcie terapeucie wyznaczyć ten właściwy szlak. Kończąc rozważania filozoficzne zdradzę temat następnego artykułu. Ostatnio w gabinecie przyjmuję coraz więcej pacjentów z problemami w okolicy obręczy barkowej. Prowadzę terapię, niestety w zaawansowanych procesach chorobowych, dość bolesną. Jestem w trakcie poszukiwania kolejnych dróg dotarcia na szczyt wzniesienia to znaczy oczekuję na kolejne szkolenie, tym razem związane z leczeniem, usprawnianiem barku i o tym w następnym numerze.

 

Mit ucisku na nerw, przepukliny i takie tam...

Mówi się: rwa kulszowa jest powodowana przez mechaniczny ucisk wypadniętego dysku na korzeń nerwowy. Spróbuję, chociaż częściowo obalić ten mit. Żeby pisać o rwie kulszowej, muszę wspomnieć o krążkach międzykręgowych czyli tak zwanych dyskach. To w dużej mierze one odpowiedzialne są za objawy towarzyszące rwie. Objawy opisywane to oczywiście ból okolicy lędźwiowo-krzyżowej z promieniowaniem do kończyny dolnej. Dolegliwości sięgają różnych okolic, może to być biodro, tylno-boczna powierzchnia uda, podudzie czy nawet stopa i palce u nóg. Wracając do dysków, w ich składzie wyróżnia się dwie główne składowe czyli jądro miażdżyste, które można porównać do kuli wypełnionej wodą oraz kolagenowo-elastynową otoczkę zwaną pierścieniami włóknistymi. Włókna te są tak zbudowane aby zapewnić dyskowi możliwie jak największą odporność na ciśnienie z wewnątrz. Krążki międzykręgowe są odżywiane, unerwione, otoczone przez sploty żylne i limfatyczne. Podczas chodzenia, biegania, ruchu poddawane są ciągłej kompresji i dekompresji. Jest to bardzo korzystne zjawisko, to prawdopodobnie stąd wzięło się stare powiedzenie „ruch to zdrowie”. Tak jak inne części naszego organizmu tak i dyski mogą ulegać uszkodzeniom. Dyski nie wypadają, są najczęściej obrzęknięte i przez powiększenie swojej objętości dotykają korzenia nerwowego drażniąc go. W wyniku tego, z powodu toczących się przemian chemicznych dochodzi do wywołania stanu zapalnego w nerwie. Jeżeli dojdzie do degeneracji, protruzji czy innego etapu uszkodzenia krążka (zbyt obszerny temat), nasz ustrój broni się. Powtórzę, w okolicy uszkodzenia organizuje się stan zapalny, a nie jest to ucisk mechaniczny na korzeń nerwowy! Etapem leczenia objawów jest wizyta u lekarza, uważam że jest to bardzo dobry pomysł. Stan zapalny leczy się farmakologicznie. Oprócz procesu zapalnego, właściwej rwie kulszowej towarzyszy ból, zaburzenia czucia, ograniczenie zakresów ruchomości kręgosłupa, wzmożone napięcie mięśni, często uniemożliwiające poruszanie się. Jeżeli pacjent otrzyma skierowanie na rezonans magnetyczny lub zechce poświęcić kilka stów na prywatne badanie to często w opisie stwierdza się np. wypuklinę. Ja nie mam przepuklin, ale raczej tylko dlatego, że nie „robiłem rezonansu”! Zdrowi ludzie też mają takie uszkodzenia, naprawdę, potwierdzają to ogólnodostępne badania. Przepuklina to nie wyrok skazujący człowieka na zabieg operacyjny. To często nakaz przyjmowania leków przeciwzapalnych oraz fizjoterapia mająca na celu jak najszybsze uruchomienie pacjenta. Długo mógłbym się rozpisywać o rwie, łatwiej byłoby opowiedzieć o tym na spotkaniu (może grupowym – jestem chętny). Jeszcze tylko jeden mit: „zakaz pochylania się wprzód”. Ciekawy jestem jak zakładają skarpetki, buty lub podnoszą coś lekkiego z podłogi te osoby, które tak radzą? Podsumowując: nie bójmy się ruchu przy przepuklinach i rwie kulszowej. To ruch jest lekarstwem, nawet w pozycjach zgięciowych. Nisko pochylając się, pozdrawiam oraz życzę zdrowia w 2020 roku!

Kolano ...z przymrużeniem oka

Na pierwszy rzut oka w stawie kolanowym wykonywane są jedynie ruchy zgięcia i wyprostu. Nie jest to prawdą, bo przyjrzeć się dokładniej to coś się jeszcze tam dzieje. Wystarczy zgiąć nogi w kolanach, usiąść na fotelu np. w kinie Nowa Fala i pokręcić stopami wraz z podudziami na boki. Ruchy, jakie zostaną wykonane, my fizjoterapeuci nazywamy rotacjami w stawach kolanowych. Jeżeli w skrajnych pozycjach tych ruchów wystąpi dość silny ból, warto wówczas pochwalić się tym odkryciem podczas wizyty u terapeuty. Kiedy mierzymy buty przed lustrem i zastanawiamy się czy mamy „iksy” lub kiedy ostatnio jeździliśmy na koniu (zainteresowani domyślą się o czym delikatnie wspominam), to fizjoterapeuta mówi o koślawości lub szpotawości stawów kolanowych. Ruchy szpotawienia lub koślawienia widywałem (dawno temu) na spotkaniach towarzyskich przy muzyce. Jeżeli ruchomości opisane wyżej mieszczą się w granicach normy fizjologicznej to powinny być bezbolesne. Jeżeli czujemy jakiś dyskomfort to może warto przeglądnąć się. Gdybym miał opisać choroby, towarzyszące im dolegliwości bólowe oraz ograniczenia sprawności związane ze stawem kolanowym to prawdopodobnie nie starczyłoby miejsca w miesięczniku. Skupię się tym razem na czymś innym. Diagnozując pacjenta, który zgłasza problemy w obrębie stawu kolanowego, bardzo dokładnie staram się ocenić jego postawę. No dobrze, o postawie w innym odcinku. Jeżeli chodzi o obserwację okolicy stawu kolanowego, bardzo ważne jest dla mnie ustawienie rzepki. Zwracam szczególną uwagę na to czy w swobodnym staniu znajduje się nad stopą i czy płaską swoją stroną „patrzy” tam gdzie palce stopy. Ważne jest również to czy staw kolanowy jest w pełnym wyproście i czy ustawienie jest symetryczne względem drugiej nogi. Wzrokowo oceniam również objętość oraz jakość napięcia mięśni odpowiedzialnych za wykonywanie ruchów. Po badaniu testami funkcjonalnymi, jeżeli jest taka potrzeba, upewnieniu się badaniem usg. Aparat podpowiada mi między innymi, co dzieje się z rzepką podczas badania dynamicznego. Znając problem, np. słynne przyparcie boczne z powodu dysbalansu mięśniowego, mogę rozpocząć terapię. Co jeżeli, mimo dolegliwości bólowych w obrębie stawu kolanowego, trudno jest określić ich przyczynę? Oznacza to kontynuację poszukiwań źródła dyskomfortu. Jak już wspomniałem, ważna jest dla mnie ocena wizualna ustawienia rzepki oraz całego kompleksu stawu kolanowego. Powód jest taki, że kolano bardzo często zachowuje się tak, jak chce tego stopa, biodro a nawet cała miednica czy kręgosłup. To w dokładnej analizie postawy, fizjoterapeuta szuka odpowiedzi na pytanie „jak pomóc?”. Naprawiając kolano musimy skupić się czasami na pracy w obrębie biodra, czy stawów skokowych. Nie dziwcie się Państwo, że terapeuta, widząc ustawienie rzepki i ogólnie stawu kolanowego, pracuje manualnie na przyczepach mięśniowych w okolicy talerza kości biodrowej. Podpowiadam, może inaczej niż wujek google, nie szukajmy samonaprawiania w internecie tylko porządnej diagnostyki i leczenia w gabinetach fizjo!

Program „30 minut dla zdrowia”

Na wizytę w gabinecie przeznaczam godzinę. Zwykle cały ten czas wykorzystuję na diagnostykę, terapię, zalecenia dotyczące kontynuacji leczenia. Są to wizyty prywatne czyli płatne. Nie ważne czy płatnikiem jest pacjent, fundacja czy na przykład stowarzyszenie, staram się rzetelnie wykonywać pracę wykorzystując swoją wiedzę teoretyczną oraz umiejętności praktyczne. Jak już wspominałem w poprzednich artykułach, odbyłem wiele kursów na terenie kraju. Wiadomo, szkolenia to nie tylko nauka, to również spotkania z fizjoterapeutami i lekarzami różnych specjalności. To również rozmowy, wymiana doświadczeń. W wielu rozmowach przewijał się problem dotyczący istniejących kolejek do specjalistów. Kolejki kojarzyły się do niedawna głównie z wizytami u lekarzy, jednak obecnie jest również ogromny problem z dostaniem się dość szybko do fizjoterapeuty. Dość długie terminy są i pewnie będą, z systemem nie wygram, ale mam do zaproponowania jedno z rozwiązań, które wydaje się, że może się sprawdzić. Często przyczyna dolegliwości bólowych, dyskomfortu, wady postawy, jest dość skomplikowana i dochodzenie do rozwiązania problemu jest długotrwałe. Zdarzyły mi się wizyty, podczas których diagnozę, hipotezę stawiałem po kilkudziesięciu minutach od początku wizyty. Często poznaję oraz mogę zaproponować rozwiązanie problemu dopiero podczas kolejnego spotkania. Jeżeli natomiast diagnoza wydaje się dość pewna, potwierdzona również u lekarza to terapia w gabinecie dopasowana indywidualnie nie musi trwać godzinę. Może to być również spotkanie oceniające postępy, jakie zanotował pacjent pracując samodzielnie w warunkach domowych, w terenie czy na siłowni, wtedy wizyta może być krótsza. Z powodów logistycznych krótsza konsultacja może trwać pół godziny czyli: „30 minut dla zdrowia”. Co tym osiągnę? Być może skrócenie oczekiwania na terapię, cena oczywiście będzie niższa. Kto wie, może z tego powodu pacjent w trakcie prowadzonego, proponowanego przeze mnie leczenia będzie decydował się na częstsze konsultacje i poprawi to efekty terapii. Podsumowując, zbliża się czas dawania i przyjmowania prezentów więc może by tak prezent w postaci „30 minut dla zdrowia”. W takim czasie jestem w stanie przeprowadzić wywiad z pacjentem, badanie odcinkowe, np. testy funkcjonalne oceniające poszczególny staw lub poprowadzić terapię w niektórych jednostkach, np. przy skręceniu stawu skokowego. Przed umówieniem się na wizytę proszę o możliwość uwzględnienia takiego rozwiązania.